Generalnie do tej pory starałem się kierować tym, o czym, koledzy, często piszecie - zdrowym rozsądkiem. I myślę, że nadal będę to robił...
Moim zdaniem kolejne obostrzenia sprawiają, że trochę "zjadamy własny ogon". Rozumiem konieczność jak największego ograniczenia kontaktów między ludźmi, ale jak jadę na ryby sam, swoim autem, na rybach jestem sam, nikogo nie spotykam (jak zwykle) i wracam sam to szanse, że będę miał kontakt z wirusem są praktycznie żadne. Większe jest ryzyko, że ci zarazek wpadnie jak otwierasz okno w bloku, żeby mieszkanie przewietrzyć niż nad rzeką na odludziu

Zgadzam się też z kolegami, którzy piszą, że całkowity zakaz opuszczania domu dotyczy tylko sytuacji, kiedy jesteśmy na indywidualnej kwarantannie. Nie dajmy się zwariować. Trzeba dbać o zdrowie fizyczne i psychiczne (tu mi się pięknie wyprawy na ryby wpisują

), żeby lekko przejść zakażenie jak już je złapiemy

Dla mnie pozostaje dylemat, czy w razie kontroli, przy wyjeździe na rybki, zostanę potraktowany ze zdrowym rozsądkiem...