Szósty dzień roku i czwarty wypad na ryby w Trzech Króli. Tym razem trocie na Pomorzu. Rodzinka porzuciła mnie nad rzeką i udali się nad morze. Miałem czas do 16, więc dobre sześć godzin na łowienie. Z szybkiego wywiadu z napotkanymi wędkarzami wywnioskowałem, że na sukces nie ma się co napalać, a w miarę dobrze to było tylko 1-go. Nie ma co narzekać i trzeba łowić, bo na trociach zwykle tak jest. Pogoda fajna z lekkim słoneczkiem, a czasem większym zachmurzeniem. Mrozik z rana jakieś minus 5-6, ale na szczęście bez wiatru. Woda niziutka, ale dość mętna. Krok po kroku od miejsca do miejsca bez kontaktu. Napotkani trociarze również na zero. Dopiero pod koniec łowienia okazuje się, że gdzieś tam wyżej padły dwie ryby oraz kolejne dwie dużo niżej w tym jedna 85 cm. Kwadrans przed piętnastą rodzinka dzwoni, że już wracają, więc mam góra godzinę łowienia. Skupiam się choć plecy bolą już od dobry trzech godzin, ale tak to jest trzeciego dnia łowienia. To skupienie się opłaciło bo po kilkunastu minutach poczułem fajne branie i miłe bujanie na końcu żyłki. Nurt rzeki był w tym miejscu dość szybki i nie zbyt głęboki, ale warunki brzegowe miałem idealne do holowania ryby. Trotka nie walczyła zbyt mocno, więc mój najmocniejszy zestaw pstrągowy spokojnie dał radę i po wejściu do wody podebrałem ją do podbieraka. Trotka nie za wielka, równe 60 cm, ale za to pięknie i zdrowo wyglądająca. Kilka szybkich fotek i zwróciłem jej wolność. Tym razem się poszczęściło

Jeszcze chwilę połowiłem, dużo pogadałem z napotkanymi wędkarzami i czas było kończyć. Może to jeszcze nie ostatnie trociowanie tej zimy?
Sprzęt: spinning Dragon HM62X 2,75m 5-25g; kołowrotek Ryobi Zauber LT 3000; żyłka Dragon HM69 25 mm.