Minęły niespełna dwa tygodnie o poprzedniego trociowania i znów mi się zamarzyło pojechać na Pomorze. Trzeba było jechać, bo mrozy ustępują, śniegi topnieją i woda idzie w górę. A jak woda idzie w górę, to trotki się ruszają. No więc znów rodzinna logistyka, czyli mnie wyrzucają nad rzeką, a sami jadą dalej nad morze. Tym razem na dzień dobry -1,5 mroziku, a nie -6 i woda o jakieś 20 cm wyższa wg wodowskazu. Byłem ciut szybciej, więc będzie więcej łowienia. Tym razem miałem ze sobą również muchówkę i garść streamarów, bo jest kilka ciekawych miejsc, w których da się machać sznurem w lesie. Na dzień dobry zapędziłem się jakieś 300 m za daleko, no trudno

I klasycznie, metr za metrem,od miejscówki do miejscówki. W niektórych miejscach po dwa razy bo ram muchą i poprawka muchą, albo na odwrót. Muchy siadały.... na dnie i to trzy razy, a wobler przez głupotę raz na drzewie i dynda tam jak różowa landrynka

I gdy byłem już blisko końca powtarza się scenariusz jak z poprzedniego razu, dzwoni żona o 15-tej, że już wracają. Mam więc tylko godzinę na łowienie. Dochodzę do miejsca, o którym rozmawiałem z rana z dwoma wędkarzami jak to 1-go złowili po jedne troci z tego miejsca. Jeden miał rybę przed drzewem, a drugi za drzewem. U nie przed drzewem nic nie było, a za drzewem stałem już w asyście trzech innych łowiących, którzy gonili minie od jakiegoś czasu. I tak gadka szmatka, stuk puk na końcu zestawu i nagle holuję rybę

W silnym nurcie rybka daje susa pod kolejny zatopiony konar i tam szaleje z pół minuty. Dokręcam mocniej hamulec, zeskakuję ze skarpy i w dość skomplikowany sposób

na raty ładuję troć do podbieraka. Znów emocje brały górę, więc ryba zamotała woblera w siatę, a sama wisiała za podbierakiem

Ale się udało

Radość znów wielka. Troć również, każdemu wydawała się większa, a miała tylko 57 cm. Kilka fotek, napotkani wędkarze zrobili kolejne i chlup rybka do wody. Chwilę później spotykam znajomego i tak gatka przez kolejną godzinę ciut wspólnego łowienia. A w samochodzie już od godziny czekała żona gdy ja tak jeszcze łowię, łowię i gadam

No sorry

Tak się zastanawiam czy ze trzecim razem również się uda? Jeśli pojadę
Sprzęt: spinning Dragon HM62X 2,75m 5-25g; kołowrotek Ryobi Zauber LT 3000; żyłka Dragon HM69 0,25 mm.