Gratulacje dla łowcy który jak wspaniała większość trociarzy deptał, deptał , deptał i miał to szczęście że udało mu się wydeptać. W końcu co za różnica czy w rzece znajduje się zagęszczenie troci w proporcji 1 na 100 metrów czy jedna na 100 kilometrów. Ważne, że zagęszczenie wędkarzy jak zawsze duże i będą deptali, deptali, deptali aż w końcu któryś z nich coś wydepcze co podniesie morale i zmobilizuje do ciągłego deptania, deptania, deptania aż znowu do szczęśliwego wydeptania przez kilku innych szczęśliwców. Przecież polskie wędkarstwo, szczególnie trociowe to nie tyle połów ryb co ciągłe deptanie, deptanie, deptanie najczęściej niestety z finalnym niewydeptaniem, zawody bez ryb ewentualnie ze śladowymi ilościami ryb, możliwość pochwalenia się zabawkami oraz kupienia jak podczas odpustu super łownych jedynych w swoim rodzaju, najskuteczniejszych przynęt oczywiście do sprawdzenia w bezrybnych rzekach i w ogóle cała ta magia i otoczka wędkarskiego święta nad piękną cudownie bezrybną rzeką.
Parsęta, ale i większość innych rzek pomorskich znajduje się w stanie agonalnym i nie chodzi tylko o trocie ale również o inne ryby które kiedyś w nich występowały w ilościach większych od śladowych, a bez których wędkarstwo traci sens i sprowadza się właśnie do najczęściej bezowocnego deptania nad brzegami pustej rzeki. Niektórzy z Was Panowie przypominają mi orkiestrę na Titanicu gdzie większość pasażerów widziała, że łajba idzie na dno, a oni do końca przygrywali skoczną i wesołą muzyczkę. Cóż, można i tak. Pozdrawiam.