Mieszkam kilometr od plazy. Pewnego dnia jade na "moja plaze" w Orzechowie, na "moje miejscowki" zeby sprobowac polowic "moje" trocie. Staje na piasku i nie moge uwierzyc w to co widze... W "mojej" wodzie na "moich" miejscowkach jacys "obcy" od lewej do prawej jak okiem siegnal. znajduje kawalek wolnej powierzchni, kilka rzutow, zagaduje uprzejmie najblizszego wedkarza i pytam co to za zorganizowana akcja... Okazuje sie, ze jakis FORS mi sie tu zjechal... Po paru minutach rezygnuje z wedkowania, zycze wszystkim polamania kija i wracam do domu. Powedkowac moge kazdego innego dnia w znacznie mniejszym zageszczeniu, a chlopaki niech sprobuja cos polapac. Ryba zlowiona przez kogos innego na "mojej" wodzie tez potrafi ucieszyc. Nie zawsze tlok musi przeszkadzac, nawet jak wode atakuja "obcy"

Ja dzieki temu dowiedzialem sie o Forsie, w innym czasie spotykalem forsowiczow i kazda rozmowa uczyla mnie czegos nowego. Za to dzieki i zapraszam na "moja plaze".
Pozdrawiam