Przebrnąłem przez całość lektury

. I będąc oczywiście po stronie przedstawicieli wędkarstwa w zgodzie i zrozumieniem stanowiska jakie przedstawiali. Ogólny wniosek jaki mi się nasunął to to, że adwersarze nie zrozumieli albo nie chcieli zrozumieć o czym jest mowa. Odniosłem również wrażenie, że wszyscy wypowiadający się politycy mieli wędkarzy za ekologicznych oszołomów. Wypowiedzi ich jakby strasznie zawiłe (jak to na polityków przystało). Najlepszy był pan z SLD (na marginesie stary PZPR-owiec). Jego wypowiedź w stylu "wicie rozumicie" zero argumentacji, metaforyczności. Właśnie w stylu minionej epoki. Jakby przemawiał do ciemnego ludu.
Urzekła mnie jeszcze powaga słów pana od rybołówstwa o tej rzetelniej dokumentacji jaką niby prowadzą od lat 50. Jest tak samo rzetelna jak rejestry wędkarzy. Na koniec smutna prawda o polskich wędkarzach. Zabieranie ryb ponad ustalone limity i wymiary (które i tak są za bardzo liberalne, delikatnie mówiąc). Ostanio np znajmy wędkarz ze wsi chwalił mi się, że byli w okolicach Świnoujścia na okoniach i przywieźli po wiadrze 30 l. Takie zachowania są niestety nagminne.