Ponad 10 lat temu kiedy łowienie lipieni jeszcze mnie bawiło, a wody już były przetrzepane, to łowiąc na dolną te parę godzin to te 3-4 lipienie to standard. 2 lipienie to z jakiejś trudniejszej wody czasem jajo lub jeden, ale to raczej bardzo rzadko. W lepszym okresie i wodzie to 5-7 się łowiło. Obecne limity połowowe lipienia Gorzów 3, Szczecin 2, Piła 3, Koszalin 2. Przy 20-30 wypadach a tyle się jeździło, mieszkając minimum 100 km od rzeki, ubijam hipotetycznie ze 40 lipieni rocznie. Jakby było to z jednej rzeki i jeszcze choć paru takich głodnych by było to znika po grubości. Wiadomo niby czysta teoria, a gdzie reszta kłusownicy, wydry, norki itd. Słyszałem o ludziach mieszkających nieopodal rzek w czasach ich prosperity to mieli po 200 lipieni skasowanych z Bobru czy Łupawy.Przykładem moich regionów to muszkarzy teraz mnogo, w miasteczkach nadrzecznych, gdzie jeszcze 10 lat temu nie słyszało się o muszkarzach zupełnie, teraz jest ich po kilku w niektórych po kilkunastu. Ludzie wypuszczają niby, ale niech trafi się po paru głodnych i upartych co mają do rzeki kilkanaście km i jest pozamiatane. Wędkarsko to mnie już nie dotyczy na całe szczęście, bo się wyleczyłem z tego, ale i tak pewien smutek pozostaje.