Facet na sobote pojechal za miasto na ryby. zatrzymal się na niewielkiej polance w lesie, rozłożył wędkę, siedzi i czeka aż coś się złapie. Piękna pogoda, słońce grzeje, popija sobie piwko i lekko przysypia.
Nagle słyszy jak po wodzie poniosło się chiche „spierdaaaaalaaaj”.
otwarł szeroko oczy i się rozgląda, ale nikogo nigdzie nie widać więc znowu przymknął oczy. Po chwili już trochę głośniej znowu słyszy „spierdaaaalaaaj”. Tym razem już wstał i się rozgląda. „Może to jakiś prywatny teren, może ktoś mnie wygania. ale nie było znaków, nie ma ogrodzenia.” Bije się z myślami, a tym czasem znowu, jeszcze głośniej słyszy „spierdaaalaaaj”. Nikogo nigdzie nie widać, ale głos wyraźnie idzie od strony rzeki. Stanął więc nad brzegiem i sie rozgląda, a tu co chwilę, coraz głośniej słyszy kolejne „spierdaalaaj”.
Nagle, po dłuższej chwili zza zakrętu rzeki wyłania się kajak, a w nim facet wiosłujący patelnią. Wędkarz nie może uwierzyć w to co widzi. Kiedy kajak podpływa bliżej woła do faceta w środku:
- Panie, a nie łatwiej byłoby wiosłem?
a kajakarz odpowiada:
- .....Dział "Humor" nie zwalnia z przestrzegania 12-go punktu regulaminu FORS - admin