Robinson - sprzęt wędkarski

Przynęty na pstrąga

Miejsce na Twoją reklamę na forum wędkarskim

Dragon sprzęt wędkarski

Okulary wędkarskie polaryzacyjne Solano

Witamy na forum wędkarskim FORS, Gość
Login: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Z pamiętnika muszkarza...

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 10:25 #42499

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
Mam dyżur w redakcji, a że nic się nie dzieje więc można co nieco popisać. Pora przejść do mojej największej miłości, czyli dorzecza Gwdy. Bzdykfus organizował obozy w schronisku wędkarskim w Płytnicy. Obecnie to Motel Salmo... tylko nazwa została, bo klimatu z tamtych lat "zero". W Płytnicy spotykali się pasjonaci z całej Polski. Oczywiście początki to był spinning. Poszedłem co prawda z muchą nad Płytnicę, a mając doświadczenia Sanowe uznałem "się nie da". Jak się później okazało - "się dało". Fakt, że było trudno, choć jak mówi mój kolega trudno to się wiąże buty w rękawicach bokserskich, a reszta to pikuś. Jakoś bardziej początkowo przypadły mi do gustu mniejsze rzeczki. Gwda wydwała się wielka, mało czytelna i jakaś taka mało pstrągowa. Za to Płytnica, Dobrzyca, Piława, Połączone, Głomnia i kilka innych to była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie wrzucenia blaszki czy woblera. A wtedy miało co te przynęty atakować... Przejdźmy do muchy. Początki łowienia na Płytnicy polegały głównie na wyplątywaniu much z krzaków, traw, gałęzi. Całe szczęście początki zaliczyłem na szklanym czeskim Szekspirze a nie na jakiejś węglówce bo kijek skrócony bym miał kilkukrotnie od uderzeń w przeróżne gałęzie. Jak dziś czytam jakieś porady, w których autorzy polecają taki, a taki rzut na niewielkich rzeczkach to ogarnia mnie pusty śmiech. Stosuje się przeróżne połamańce, które od biedy można czasem do jakiegoś klasycznego rzutu porównać. Rzuca się generalnie tak, jak pozwala stanowisko, a najczęściej na wiele ono nie pozwala. Pierwszego lipienia zaciąłem na Płytnicy za plecami. Zaczepiłem o coś linką z przodu, szarpnięcie, wszystko spadło za mną. Zbieram linkę a tu... ryba. Nie wiem kiedy, nie wiem jak ale jest fajnie. Lipionek ledwie miarowy ale ja full hapy.
Z Maniksem na jakiejś nudnej lekcji przeanalizowaliśmy nasze muchowanie na pomorzu i doszliśmy do wniosku - zaczynamy łowić na nimfy. Zaczęliśmy od robienia much. Podpytaliśmy się bardziej doświadczonych kolegów. Stasio Cios łowił na nimfy świetnie, tyle, że jego wzory cechowała zbyt duża jak dla nas prostota. Ot muszka o dumnej nazwie "żabi duch". Haczyk, ołów, zielony, metaliczny papierek od cukierka i przewiązka z miedzianego drutu. Była jeszcze wersja z pomarańczowo rdzawym papierkiem ale cholera zapomniałem nazwy. Ja porobiłem muszki z zamszowych rękawiczek, nieźle to wyglądało. Maniks natłukł catgutówek, czyli nimf z catgutu - nici chirurgicznej. Były jeszcze "siatkówki" muchy robione z siatek na piłki. Tak wyekwipowani pojechaliśmy na zawody Lipień Drawy. Najpierw umówiliśmy się z kolegami w Płytnicy, żeby potrenować. Dojechaliśmy pociągiem do Piły. Potem z Piły do Płytnicy osobowym. Październik, ciemno, ale z plecakami maszerujemy nasypem nad Połączone. (Nie ma oczywiście rzeki o nazwie Połączone. Dla niewtajemniczonych Połaczone do Piława poniżej połączenia z Dobrzycą. Woda zupełnie inna zarówno od Piławy jak i Dobrzycy. Tak jakby była to trzecia rzeka stąd przylgnęła do niej taka nazwa.) Doszliśmy jak robiło się widno. Schowaliśmy w krzakach plecaki, zmontowaliśmy wędki. Przypon, żyłka 0,12, dwa troki 0,10 i się zaczęło. Jak muchy jakimś cudem doszły dna zaczep i po muszce. Zapasy z pudełek topnieją w zastraszającym tempie. Chcę przerzucić nimfy a tu zdziwienie, ryba. Nie czułem zupełnie brania. Krótki lipionek wraca do wody. Poniżej mostu kolejowego przy brzegu rynna. Stoimy w wodzie do pół łydki. Przed nami wyrwa w brzegu w który wali nurt odchodząc po kilku metrach bliżej środka rzeki. Maniks wpuszcza nimfy, zacina i wiadomo, że ma niezłą rybkę. 0,10 na końcu nie pozwala na zbyt ostry hol. Do tego lipień co się go podciągnie bliżej wchodzi w ostrą strugę wody i odjeżdża z prądem. W końcu go wyciąga, ma prawie, bez kilku milimetrów 40 cm. To jedyna miarowa ryba jaką łowimy tego dnia. Ale obiecuję sobie, że im nie odpuszczę. Następnego dnia na zawodach łowie na nimfę z rękawiczki znacznie mniejszego lipienia. Po tygodniu znów melduję się na połączonym.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 14:52 #42501

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
O nimfie w drugiej połowie lat osiemdziesiątych mówiło się wiele i to nie zawsze pochlebnie. Dość niejasne były zapisy regulaminowe, które niby zabraniały obciążania much, a z drugiej strony było to nie do sprawdzenia. W każdym razie na pewno nimfa, a dokładniej dolna nimfa wywoływała ogromne kontrowersje na pewno większe niż dziś wywołuje metoda żyłkowa. Później oficjalnie zezwolono na obciążanie much. W tym okresie jednak wielu łowiło na tzw. kulkę. Zamiast nimfy prowadzącej zakładano różnej masy klulkę ołowianą, a na skoczku wieszano tą, na kórą się łowi. Inni "bardziej etyczni" wiązali na nimfę prowadzącą zakładali po prostu dużą, ciężką nimfę z ułamanym haczykiem tak, że był to jedynie tułów nimfy służący oczywiście jedynie obciążeniu zestawu. Czy nimfa wyłowiła ryby? Oczywiście, że nie... Ryby wyłowili idioci na drugim końcu wędki, łowiący bez opamiętania i zabijający ryby. Nie metoda łowi ryby, tylko posługujący się nią wędkarz. Podobnie jak nie winchestery wybiły w Stanach stada bizonów, ale bezmyślni ludzie. Choć to może się wydawać nieprawdopodobne obecnie powiem tak, w dobrych warunkach w drugiej połowie lat osiemdziesiątych komplet lipieni można było złowić z jednego dołka. Dla znających Dobrzycę opiszę sytuację. Poniżej mostu w Wiesiółce jest prosta i następnie zakręt w prawo. Rzeka płynie po łuku w kształcie podkowy stąd i miejsce to nazywaliśmy podkową. Nie zdarzyło się nawet przy słabym żerowaniu, żeby po przejściu podkowy (około dziesięć miejscówek) nie złowić pięciu sporych lipieni z których przynajmniej jeden miał powyżej 40 cm. Jak gryzły dobrze, komplet łowiło się z jednego, góra dwóch obszerniejszych miejsc. Co można było robić z taką masą ryby? Oczywiście puszczaliśmy. Ale niestety inni wyznawali zasadę, że białko zwierzęce zacięte w wodzie musi zmienić środowisko. Niestety bywali tacy, którzy walili co się dało i ile się dało. W końcu wyjazd musiał się jakoś zwrócić... O rybności wód niech przemówi jeszcze jeden motyw. Całkiem niedawno, z pięć lat temu pewien odcinek Dobrzycy obławialiśmy namiętnie z Grzesiem Łoszewskim i Pawłem Oględzkim. Przez jakieś trzy tygodnie, oczywiście nie codziennie złowiliśmy tam po kilkadziesiąt lipieni. I średnia złowionych ryb wyszła nam powyżej 40 cm. A lipienie w Lędyczku? Było ich zatrzęsienie i nikt tego praktycznie nie łowił. A dziś... Znający wodę połowią, nie znający muszą liczyć na szczęście.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 15:12 #42503

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
O zgubności nałogowego palenia papierosów wiedzą wszyscy. Wiem i ja, ale mam niestety słabą silną wolę i pomimo wielu prób nie jestem w stanie z nim zerwać. Był dokładnie 17 września 1998 roku. W trójkę wybraliśmy się na Dobrzycę. Jako, że nie lubię tłoku poszedłem w dół od mostku w Dobrzycy Leśnej.(mostek pomiędzy Wiesiółką, a Tarnowem) Woda gruba, łowi się tam w większości z brzegu, albo stojąc przy samym brzegu. Dalej się nie da wejść. Od mostku rzeka płynie prosto, zakręt w lewo, 100 metrów dalej zakręt w prawo i długa prosta. Na tym odcinku jest odcinek ze zwaliskami i bardzo głęboką wodą. Ciężko tam zejść nimfami bo dołki krótkie i ograniczone leżącymi pod wodą drzewami. Stoję na brzegu. Nimfy mam wypuszczone do wody i wiszą pod powierzchnią. Wędkę trzymam pod pachą aby przypalić sobie papierosa. Nie patrząc się na wodę czuję że coś puknęło w nimfki pod powierzchnią. Myślę, że to listek, tułowiem więc ruszam wędką aby go odczepić i jednocześnie spoglądam na wodę. To co widzę powoduje, że nogi mi się uginają. Pod powierzchnią przewala się lipień jakiego nigdy nie widziałem i obawiam się że już nie zobaczę. Nie zacięty odczepia się w jednej chwili i znika w dziurze. Ile mógł mieć? Sądzę, że pomiędzy 55 a 60 cm. Nad tym dołkiem spędziłem wiele następnych dni. Nie pokazał się więcej. Ale ilekroć tam podchodzę mam dziwne pukanie serduszka.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 15:44 #42504

Naprawdę fajnie się czyta czyjeś "wspominki". Niestety ogrania mnie smutek, bo sądzę, że taka rybność wód już nigdy nie wróci. Mam straszny żal do PZW, że w to się stało w majestacie prawa (lub prawie w majestacie prawa), w tak krótkim czasie. Gdyby teraz były tak rybne rzeki jak wtedy, cały wędkarski świat jeździłby na ryby do Polski, a tak to my musimy się tułać po zagranicznych łowiskach, żeby "sobie połowić".

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 18:46 #42507

  • fifi
  • fifi Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Eksploracja grzebanie w ziemi lewel1
  • Posty: 613
  • Podziękowań: 17
Ile mógł mieć? Sądzę, że pomiędzy 55 a 60 cm. Nad tym dołkiem spędziłem wiele następnych dni. Nie pokazał się więcej. Ale ilekroć tam podchodzę mam dziwne pukanie serduszka.[/quote]


to miejce ktore opisujesz znam dobrze ale na muche tam nie łowie. jakos nie potrafie jeszcze. dalej w dół rzeki jest miejsce gdzie rzeka zakreca o 180 stopni. kolega szedł dróga strona czyli od drogi. łowiłem juz na zakrecie gdy on obchodził bagienko. jego pierwszy rzut nabrał mojego zdumienia. za jego blacha poszedł pstrag nie wiem ile miał ale był piekny. ja go widziałem on nie. miałem okulary. ciagna blaszke a on szedł pieknie i majestatycznie za nia. co zatrzymał to i pstrag stanał. co ruszył to i no ruszył. odległosc malała a tu bez brania. szarpnał przynenta pstrag mocno przyspieszył i uciekł. tyle co go widzieli. pewnie jeszcze tam gdzies pływa sobie. i czeka na mnieB)
jakies 500m od tego miejsca jest kolejna wyspa na srodku rzeki. za nia złapałem rybe rzycia. był to lipien 51cm. mie mam zdjecia tylko wspimnienie, złapany był w okresie ochronnym i szybko poszedł do wody. miejsca piekne tylko ryb jakos tam juz brakuje.
Jeśli znajdziesz błąd w Moim poście/temacie to musisz wiedzieć ,że został on popełniony celowo...
ŁÓWCIE
BERETUJCIE
ŻRYJCIE

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 21:00 #42509

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
Łukasz Bartosiewicz napisał:
Gdyby teraz były tak rybne rzeki jak wtedy, cały wędkarski świat jeździłby na ryby do Polski, a tak to my musimy się tułać po zagranicznych łowiskach, żeby "sobie połowić".
Wiesz pamiętam jak kolega z zarządu głównego PZW przywiózł do Płytnicy dziennikarzy z pisma Fliegenfishe (sory jeśli popełniłem błąd w pisowni)z prośbą aby się nimi zająć, poobwozić po rzekach. Było dwóch Niemców, Norweg, Holender i Luksemburczyk. Pomijam, że załapali się na urodziny kolegi i szaszłyki z barana. Około północy Norweg solidnie wcięty koniecznie chciał "polish apple wein" czyli mówiąc wprost jabola o którym słyszał i nazywał je "wino veritas". Udało mu się załatwić jabola, łyknął z gwinta i łzy popłynęły mu z oczu. Niektórzy tak reagowali na siarkę :) Natomiast łzy popłynęły wszystkim gdy zawieźliśmy ich na Dobrzycę, Płytnicę, Piławę. Holender dostał amoku, wzdychał, cmokał nie wiadomo było czy ma łapać za wędkę czy za aparat. Norweg był zachwycony, a jak złapał potoka ze 40 cm stwierdził, że to najpiękniejsza ryba w jego życiu chociaż oczywiście nie największa. Bo złowiona w takich warunkach terenu w jakich nigdy wcześniej nie łowił. A jak pokazaliśmy im nimfę i jej możliwości chłopaki dostali orgazmu.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 21:14 #42511

  • OSKAR
  • OSKAR Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 446
  • Podziękowań: 39
Podejrzewam,że każdy łowiący w tej "epoce resztek" mając możliwość przeniesienia się w tamte czasy,też by szczytował;)
Fajnie się czyta pański pamiętnik,bo my "młodzi" raczej tego nie doznamy:( No...chyba,że na typowych i nietanich "burdelach"wędkarskich.
Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 21:18 #42512

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
Na pana trzeba mieć wygląd i pieniądze. No ten wygląd... młodość przeminęła uroda na szczęście została :) A poważnie nie pan, a po prostu Rafał.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/06/30 21:26 #42513

  • OSKAR
  • OSKAR Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 446
  • Podziękowań: 39
Spox;) Już kiedyś pisałem o złamaniu bariery wiekowej nad wodą.
Szkoda,że w tamtych czasach nie było możliwosci mieć w posiadaniu takiego przedmiotu jak cyfrówka.
Pamiętnik z ilustracją to byłby hit.
Ignorancja może być skorygowana przy pomocy książki. Głupota wymaga strzelby i szpadla.

Odp:Z pamiętnika muszkarza... 2010/07/03 08:35 #42569

  • thymalus
  • thymalus Avatar
  • Offline
  • Użytkownik
  • Posty: 395
  • Podziękowań: 55
to miejce ktore opisujesz znam dobrze ale na muche tam nie łowie. jakos nie potrafie jeszcze. dalej w dół rzeki jest miejsce gdzie rzeka zakreca o 180 stopni.

Pamiętam taką ciekawostkę z tego odcinka. Mój przyjaciel Wojtek z Bielska Białej postanowił zacząć nimfować. Zabrałem go na ten odcinek. Przeszliśmy od mostu w Dobrzycy Leśnej bez nawet jednego brania co było wręcz nieprawdopodobne. Wojtek patrzył na mnie podejrzliwie i podejrzewam że w duchu myślał sobie różne dziwne rzeczy. Doszliśmy do miejsca w którym rzeka zawraca o 180 stopni i potem jest jeszcze jeden zakręt znów o 180 stopni. Rzeka płynie nam w kształcie odwróconej litery N. Łowiłem na tym drugim zakręcie z lewego (patrząc z prądem) brzegu. Dół jest właśnie pod tym brzegiem. Tam zapiąłem lipienia koło 40 cm. Wracaliśmy z tego miejsca z powrotem do mostku. Z każdego dołka lipienie. Wojtek złowił swoje pierwsze czterdziestaki. Wtedy bywało, że ryby też nie brały :)
Ostatnio zmieniany: 2010/07/03 08:38 przez thymalus.
Moderatorzy: Tarkowski
Time to create page: 0.088 seconds